Recenzja Pixel Watch 5: Google nic nie zmienił na zewnątrz, ale za to zrobił porządek w środku

  • Pixel Watch 5 wyglądają dokładnie tak samo jak zeszłoroczna czwórka, ale połączenie gestów, funkcji At a Glance i offline Gemini zmienia sposób, w jaki się z nimi pracuje
  • Haptyczne sprzężenie zwrotne i płynność systemu należą do najlepszych doświadczeń na Wear OS
  • Cena wersji 41 mm to 9 990 CZK, ale część obiecanych funkcji zdrowotnych w dniu sprzedaży jeszcze nie istnieje

Sdílejte:
Jakub Kárník
Jakub Kárník
1. 9. 2026 08:00

Istnieje kategoria produktów, dla których recenzja jest niewdzięczną pracą, ponieważ z tabeli parametrów niewiele można wyczytać. Nowe Google Pixel Watch 5 są dokładnie takim przypadkiem. Postaw je obok zeszłorocznej czwórki, a różnicy nie zauważysz nawet po minucie badania. Załóż je jednak na tydzień i odkryjesz, że obchodzisz się z nimi inaczej niż z jakimikolwiek zegarkami wcześniej. W poniższym tekście wspólnie przyjrzymy się wszystkim funkcjom, sposobom użytkowania, ale także znaczącym niedociągnięciom, których nie można przeoczyć.

Design, który nie ma dokąd się rozwijać

Google nie ukrywa, że postawił na pewniaka. Okrągły, wypukły wyświetlacz Actua 360, aluminiowa obudowa, szkło ochronne Gorilla Glass, grubość 12,3 milimetra i waga 36,7 grama z paskiem — wszystko to jest nie do odróżnienia od poprzedniej generacji. Testowałem mniejszą wersję 41 mm z różowawym paskiem Canyon, który jest ekskluzywny dla tego rozmiaru, i muszę przyznać, że to jedna z niewielu kombinacji kolorystycznych na rynku, w której nie przeszkadza mi, że ludzie zauważą ją wcześniej niż mnie.

Wypukłe szkło to jednocześnie największa zaleta i największa wada. Wyświetlacz przelewa się przez krawędź bez żadnej ramki, co wygląda świetnie, a przeciąganie z krawędzi jest dzięki temu przyjemnie szybkie. Jednocześnie jednak nie ma nic, co chroniłoby go przed uderzeniem w futrynę. W ciągu tygodnia nie znalazłem na szkle żadnej rysy, ale tydzień to krótki okres, a doświadczenia kolegów z innych redakcji, którzy testowali czwórkę przez cały rok, nie brzmią optymistycznie. Przynajmniej Google dotrzymuje słowa w kwestii naprawialności — wyświetlacz i bateria są wymienne, co u konkurencji wciąż nie jest oczywistością.

Odporność pozostaje na poziomie IP68 i 5ATM, więc zegarek przetrwa prysznic i basen bez mrugnięcia okiem. System szybkiego odpinania pasków działa niezawodnie, choć właścicieli Fitbit Air może zasmucić, że tam paski zmienia się znacznie wygodniej.

Haptyka, dzięki której zegarkom się wybacza

To jest coś, czego nie wyczytasz z parametrów i (o dziwo!) nie znajdziesz w komunikacie prasowym. Haptyczne sprzężenie zwrotne Pixel Watch 5 jest na poziomie Apple Watch, co w świecie Androida jest zdaniem, którego nie pisze się często. Wibracje to nie to brzęczące grzechotanie, które znamy z tańszych zegarków, ale krótkie, precyzyjnie dozowane stuknięcie. Powiadomienia rozpoznasz na nadgarstku nawet pod bluzą, potwierdzenie dotyku sprawia wrażenie fizycznego kliknięcia, a w połączeniu z płynną animacją powstaje wrażenie, że zegarek naprawdę porusza się pod palcem.

Google zastosował w zegarku chip Snapdragon W5 Gen 2 Accelerated, uzupełniony koprocesorem Cortex-M55, do tego 3 GB RAM zamiast zeszłorocznych 2 GB i 64 GB pamięci masowej zamiast 32 GB. Producent mówi o dwunastoprocentowym wzroście wydajności procesora i ogólnie o jedną piątą szybszym działaniu w porównaniu ze standardowym W5 Gen 2 w Pixel Watch 4. Dla kontekstu warto dodać, że na rynku od stosunkowo dawna mamy nowsze chipy, na przykład Snapdragon Wear Elite, który jest jeszcze znacznie mocniejszy i znajduje się na przykład w Galaxy Watch Ultra 2.

Liczb wprawdzie łatwo nie zweryfikujesz, ale różnica w responsywności jest od razu zauważalna: aplikacje uruchamiają się bez wahania, lista powiadomień nie zacina się, a obracanie koronką jest płynne od pierwszego do ostatniego stopnia. Podwojona pamięć masowa ma sens dla każdego, kto pobiera muzykę na zegarek offline.

At a Glance i gesty: dotykam ich mniej niż kiedykolwiek wcześniej

Największa zmiana tego roku nie jest widoczna na zdjęciach. W dolnej części tarczy zegarka pojawiła się przestrzeń na funkcję At a Glance, gdzie wyświetla się to, co aktualnie działa — sterowanie odtwarzaczem, odliczanie minutnika, trwająca nawigacja, karta pokładowa do samolotu lub rozpoczęty trening. Wcześniej na tarczy widziałeś tylko małą ikonkę i musiałeś klikać dalej. Teraz masz informację od razu przed sobą w łuku, który kopiuje zakrzywienie wyświetlacza.

Samo w sobie jest to przyjemne ulepszenie. Jednak w momencie, gdy połączy się to z rozszerzonymi gestami, zaczyna nabierać zupełnie innego kalibru. Podwójne naciśnięcie kciuka i palca wskazującego w powietrzu otwiera At a Glance z tarczy zegarka, drugie naciśnięcie pauzuje muzykę, obrót nadgarstka działa jako uniwersalny krok wstecz. Google w tym roku rozszerzył gesty na większość aplikacji, a w ustawieniach można przypisać, co mają robić — w przypadku budzika drzemkę lub wyłączenie, w przypadku odtwarzacza pauzę lub pominięcie utworu.

Rezultatem jest to, że w ciągu tygodnia przyłapałem się na tym, że steruję zegarkiem bez ani jednego dotknięcia wyświetlacza. Z zakupami w jednej ręce i torbą w drugiej to różnica między zatrzymaniem się na środku chodnika a samym drgnięciem palców. Dodano również kolorowe komplikacje i jedenaście nowych stylów, dzięki czemu na tarczy zegarka widać także zakres tętna lub odliczanie do zachodu słońca i nie trzeba nigdzie odchodzić.

Generatywne tarcze zegarka, którymi Google chwali się najgłośniej, są natomiast raczej zabawką. Opiszesz słowami, co chcesz zobaczyć, a sztuczna inteligencja wyczaruje z tego… nową czcionkę cyfr. Nie możesz wpływać na układ komplikacji ani resztę powierzchni, więc „kwitnąca łąka o zmierzchu” i „stacja kosmiczna” skończą się na dwóch różnie ozdobionych czwórkach.

Gemini bez internetu działa, tylko trzeba o tym pamiętać

Asystent Gemini w tym roku po raz pierwszy radzi sobie z podstawowymi poleceniami bezpośrednio w zegarku, bez połączenia z telefonem ani siecią. Ustawisz minutnik lub budzik, uruchomisz trening, przełączysz Wi-Fi, tryb Nie przeszkadzać lub blokadę wodną, przeskoczysz utwór, otworzysz aplikację. W zeszłym roku z tym wszystkim miałeś pecha, gdy wychodziłeś biegać bez telefonu, co było dość absurdalną sytuacją.

W praktyce to głównie kwestia nawyku. Prawdziwych sytuacji, w których miałem zegarek na ręce, a telefonu nie, naliczyłem w ciągu tygodnia niewiele. Najbardziej sprawdziło mi się to rano, kiedy jednym poleceniem wyłączam tryb Nie przeszkadzać i tryb oszczędzania energii, które włączam na noc. Reakcja jest w każdym razie znacznie szybsza niż wcześniej, ponieważ nie czeka się na połączenie z telefonem. Aktywacja podniesieniem ręki działa w tym roku z znacznie mniejszą liczbą fałszywych uruchomień, więc po latach wyłączyłem aktywację głosową i nie żałuję.

GPS, która poprawia się dopiero po zakończeniu biegu

Technicznie najciekawsza nowość całego zegarka dotyczy dokładności zapisu trasy. Sprzęt pozostał taki sam jak w zeszłym roku, czyli dwuzakresowy GPS, ale Google dodał do niego dodatkowe przetwarzanie danych w chmurze. System pobiera surowy zapis, porównuje go z modelem 3D budynków i terenu z Map Google, dodaje korekcję warunków atmosferycznych z referencyjnych stacji i ocenia, które satelity zegarek w ogóle mógł widzieć, a które sygnały odbiły się tylko od szkła i betonu. Przeliczona trasa pojawi się w aplikacji Google Health mniej więcej dziesięć minut po zakończeniu treningu.

Google twierdzi, że jest to dwukrotnie dokładniejszy zapis w trudnym środowisku i że Pixel Watch 5 przewyższają Apple Watch Ultra 3 oraz Garmin Fenix 8 Pro. Jest to twierdzenie marketingowe oparte na własnych pomiarach producenta, więc należy je traktować z rezerwą — niezależne testy z centrum Nowego Jorku wskazują jednak, że coś w tym jest. Google celowo zlecił tam przetestowanie własnego produktu i w większości odcinków wypadł najlepiej w porównaniu, choć nie jest idealny i między drapaczami chmur czasami przenosi się na ścianę przeciwległego budynku.

Ważna jest jedna rzecz, której Google nie podkreśla w materiałach promocyjnych: korekta nie działa w czasie rzeczywistym i nie zmienia tempa ani dystansu. Podczas biegu na wyświetlaczu widzisz dokładnie to, co widziałbyś w zeszłym roku. Korzyścią jest więc czystość zapisu dla Strava, segmentów, ponownego wykorzystania trasy lub rekordów osobistych. Jeśli interesuje Cię głównie tempo na nadgarstku w środku interwału, ta nowość nie zmieni Twojego życia. Jeśli jednak od lat przeszkadzało Ci, że Twoja trasa prowadzi przez salon sąsiadów, w końcu otrzymujesz rozwiązanie.

Zdrowie: to, co najlepsze, jeszcze nie nadeszło

A teraz ta nieprzyjemna część. Google oparł komunikację wokół Pixel Watch 5 na zestawie nowości zdrowotnych pod nagłówkiem Health Guardian — trendy ciśnienia krwi, pomiar insulinooporności, jakość oddychania podczas snu, budowanie treningów siłowych z liczeniem powtórzeń i instrukcjami głosowymi. W dniu rozpoczęcia sprzedaży praktycznie nic z tego nie działa.

Tworzenie treningów ma nadejść we wrześniu, pierwszy raport ciśnienia krwi i insulinooporności dopiero po miesiącu zbierania danych, czyli najwcześniej pod koniec października. Jakość oddychania podczas snu nie ma w ogóle terminu. Wykrywanie niewydolności oddechowej, które potrafi wezwać pogotowie ratunkowe w przypadku długotrwałego spadku natlenienia krwi, jest natomiast dostępne w Europie, a w Stanach Zjednoczonych go brakuje. Jest to podręcznikowy przykład stopniowego wprowadzania, który wcale nie ułatwi klientowi podjęcia decyzji.

Co działa, działa dobrze. Monitorowanie snu jest według Google’a o 15% dokładniejsze dzięki przeprojektowanym modelom uczenia maszynowego — czego po tygodniu nie mam jak zweryfikować i szczerze mówiąc, nie przyjąłbym takiego twierdzenia bez badania laboratoryjnego. Bardziej praktyczna jest nowa nocna tarcza zegarka w kolorze czerwonym, która nie oślepi Cię o trzeciej nad ranem, automatyczne wstrzymywanie odtwarzania dźwięku po zaśnięciu oraz inteligentny budzik, który obudzi Cię w lżejszej fazie snu w półgodzinnym oknie. Poranny przegląd podsumowuje wynik gotowości, sen, pogodę i najbliższe wydarzenia w kalendarzu, nie zasypując Cię wykresami.

Warto wspomnieć, że duża część tych nowości trafi również na Pixel Watch 3 i 4. Jeśli więc masz zeszłoroczny model, praktycznie nie ma powodu do wymiany. I uwaga na jedną rzecz: najciekawsza część nadbudowy zdrowotnej, czyli trener z tworzeniem spersonalizowanych planów treningowych, jest częścią subskrypcji Google Health Premium.

Dzień i kawałek, ale ładowarka to uratuje

Bateria wersji 41 mm wzrosła z 325 do 332 mAh, co jest wzrostem, który spokojnie można określić jako błąd statystyczny. Google obiecuje do 30 godzin normalnego użytkowania, w moim przypadku przy włączonym wyświetlaczu always-on, jednej nocy z monitorowaniem snu i jednym biegu z GPS, wychodziło to raczej na 24 do 28 godzin. Mniejsza wersja po prostu nie jest zegarkiem, który założysz na weekend i zapomnisz ładowarki w domu. Kto chce spokojniejszego snu, powinien sięgnąć po wersję 45 mm, w której dwa dni realnie da się wytrzymać.

Sytuację ratuje jednak szybkość ładowania. W ciągu piętnastu minut w stacji dokującej zyskujesz kolejne piętnaście godzin pracy, a od zera do pełnej pojemności dojdziesz w około trzy kwadranse. To znacznie szybciej niż w konkurencyjnych Galaxy Watch, a w praktyce oznacza, że zegarek po prostu położysz na podstawce podczas prysznica i masz spokój. Lęk przed rozładowaną baterią w dużej mierze się rozpuszcza.

Ocena końcowa

Pixel Watch 5 to zegarek, z którego po tygodniu mam znacznie lepsze odczucia, niż sugeruje jego specyfikacja. Nic tu nie jest nowe, a mimo to używa się go lepiej niż czegokolwiek innego z Wear OS. Zasługą tego jest zgranie drobiazgów: haptyka, którą postawiłbym obok Apple Watch, responsywność systemu bez ani jednego zawahania, gesty, dzięki którym często nawet nie dotykasz wyświetlacza, oraz At a Glance, które utrzymuje Cię na tarczy zegarka zamiast błądzenia po menu.

Mam dwie zastrzeżenia i oba dotyczą raczej Google’a niż samych zegarków. Pierwsze to cena 9 990 CZK za wariant 41 mm i 10 990 CZK za większy model, czyli wzrost w porównaniu z zeszłym rokiem, za który otrzymujesz głównie nowości oprogramowania, które trafią również na starsze generacje. Drugie to sposób, w jaki sprzedawane są funkcje, które jeszcze nie istnieją. Obiecywanie pomiaru ciśnienia krwi i insulinooporności w dniu, w którym klient płaci, i dostarczanie ich za dwa miesiące, nie jest uczciwe ani wobec kupującego, ani wobec produktu, który takiej podpórki nie potrzebuje. Czescy zainteresowani muszą ponadto liczyć się z tym, że warianty LTE w ogóle nie są u nas sprzedawane.

Właścicielom Pixel Watch 4 poleciłbym poczekać z aktualizacją. Jeśli jednak przesiadasz się ze starszej generacji, z innych zegarków z Wear OS lub kupujesz smartwatch po raz pierwszy i masz w kieszeni Androida, Pixel Watch 5 są najprzyjemniejszym wyborem na rynku.

Klady

  • lehké a velmi pohodlné nošení
  • famózní haptická odezva
  • velmi svižné a příjemné uživatelské prostředí
  • Gemini funguje v češtině i offline
  • návyková bezdotyková gesta
  • dlouhá softwarová podpora
  • Wady

    • menší množství novinek oproti předchozí generaci
    • u nás bez LTE verze
    • některé funkce nejsou k dispozici v době vydání

    Ocena redakcji: 92 %

    Czy wymienilibyście swój zegarek na Pixel Watch 5, mimo że na zewnątrz w ogóle się nie zmieniły?

    O autorze

    Jakub Kárník

    Jakub je znám svou nekonečnou zvědavostí a vášní pro nejnovější technologie. Jeho láska k mobilním telefonům začala s iPhonem 3G, ale dnes se spoléhá na… Więcej o autorze

    Jakub Kárník
    Sdílejte: