Klamka zapadła! Od wczoraj wszystkie laptopy w UE muszą obsługiwać ładowanie przez USB-C

  • Okres przejściowy dla producentów laptopów upłynął 28 kwietnia, od wczoraj wszystkie nowe modele w UE muszą mieć ładowanie przez USB-C
  • Zasada dotyczy urządzeń o mocy do 100 W, mocniejsze laptopy gamingowe mogą zachować złącze baryłkowe – ale USB-C również musi być obecne
  • Producenci muszą teraz oferować również wariant bez ładowarki w zestawie, UE obiecuje sobie od tego oszczędność 250 milionów euro rocznie i 11 tysięcy ton e-odpadów

Sdílejte:
Jakub Kárník
Jakub Kárník
30. 4. 2026 16:00

W przypadku telefonów przyzwyczailiśmy się do jednolitego złącza USB-C w Unii Europejskiej już w grudniu 2024 roku, kiedy to weszła w życie wspólna dyrektywa dotycząca ładowarek. Laptopy otrzymały wtedy od Brukseli o 16 miesięcy dłuższy okres przejściowy – a ten upłynął wczoraj, 28 kwietnia 2026 roku. Od dziś w żadnym z 27 państw członkowskich nie może trafić na półki nowy laptop, który nie byłby w stanie ładować się przez USB-C.

Limit to 100 W, maszyny gamingowe otrzymały ulgę

Dyrektywa nie jest całkowicie absolutna. Obowiązek ładowania przez USB-C dotyczy wszystkich laptopów o mocy do 100 watów, co obejmuje zdecydowaną większość maszyn biurowych, studenckich i zwykłych roboczych. Producenci wydajniejszych laptopów gamingowych i roboczych – czyli tych, gdzie bez 200W cegły niewiele pograsz – mogą nadal umieszczać w pudełku klasyczne złącze baryłkowe. Jednak z jednym haczykiem: musi tam być co najmniej jeden port USB-C do ładowania.

W praktyce ma to sens. Obecny standard USB Power Delivery osiąga limit 100 watów, a wyższe moce są obecnie przesyłane przez Thunderbolt lub zastrzeżone złącza. UE nie chciała więc niepotrzebnie okaleczać segmentu, gdzie jednolita ładowarka oznaczałaby raczej krok wstecz. Dla przeciętnego użytkownika, który kupuje ultrabooka lub tańszego laptopa do 25 tysięcy, faktycznie nic się nie zmieni – kabel od telefonu zadziała również z komputerem.

Ładowarka w pudełku? Tylko jeśli chcesz

Drugą, mniej dyskutowaną częścią dyrektywy jest obowiązek oferowania laptopów również w wariancie bez ładowarki w zestawie. Klient musi więc teraz mieć możliwość wyboru, czy otrzyma adapter, czy też zaoszczędzi kilkaset złotych i użyje tego, który już ma w domu. Znamy tę zasadę od Apple, które w ten sposób lata temu zaczęło sprzedawać iPhone’y, a od tego czasu dołączyła do niego zdecydowana większość konkurencji z Androidem.

W przypadku laptopów będzie to nieco trudniejsza dyscyplina, ponieważ ich ładowarki były historycznie specyficzne dla producenta. Jeśli jednak użytkownik kupi wysokiej jakości adapter USB-C o mocy 65W lub 100W, wystarczy mu on do laptopa, telefonu i tabletu jednocześnie. Logika Brukseli nie jest tu skomplikowana – mniej pudełek z nieużywanymi adapterami oznacza mniej elektroodpadów.

Kogo dotknie zmiana, a kogo nie

Żeby było jasne: zasada obowiązuje wyłącznie dla nowych modeli wprowadzonych na rynek po 28 kwietnia 2026 roku. Laptopy, które są obecnie w sprzedaży ze starym złączem, spokojnie zostaną wyprzedane. Rynek wtórny w ogóle nie jest tym objęty, więc jeśli ktoś szuka używanego ThinkPada lub MacBooka z poprzedniej generacji, nic się dla niego nie zmienia. Podobnie dyrektywa nie dotyczy towarów sprzedawanych poza UE – producenci mogą więc produkować modele, jakie chcą, na rynki azjatyckie czy amerykańskie.

Dla większości dużych marek nie jest to jednak żaden dramat. Lenovo, ASUS, Dell, HP i Acer już od lat oferują ładowanie przez USB-C, a w wielu modelach jest to jedyny sposób podłączenia adaptera. Apple przeszedł na USB-C już dawno temu, zarówno poprzez złącze MagSafe, jak i bezpośrednie ładowanie USB-C. Realnie więc dyrektywa doganiała stan, do którego rynek sam konwergował – tylko zmusza ostatnich maruderów do dostosowania się.

250 milionów euro oszczędności – zobaczymy

Brukselskie liczby brzmią imponująco. Wraz z obowiązkowym USB-C we wszystkich urządzeniach przenośnych Europejczycy mieliby zaoszczędzić aż 250 milionów euro rocznie i zmniejszyć ilość elektroodpadów o 11 tysięcy ton rocznie. Pozostaje pytanie, jak to realnie przełoży się na ceny końcowe – producenci zazwyczaj nie obniżają cennika z powodu braku kabla i adaptera w pudełku. Raczej zachowają sobie cichą marżę, a konsument zaoszczędzi tylko wtedy, gdy świadomie zamówi opakowanie bez ładowarki.

Tak czy inaczej, praktyczny wpływ na zwykłego użytkownika jest niezaprzeczalny. Jeden kabel do telefonu, słuchawek, tabletu i laptopa to cel, do którego rynek dążył od dawna i którego nigdy nie udało mu się osiągnąć samodzielnie. Fakt, że ostatecznie musiała zostać wydana europejska dyrektywa, świadczy raczej o producentach niż o regulatorze.

Czy z zadowoleniem przyjmujesz ujednolicenie ładowarek do laptopów, czy uważasz to za niepotrzebną ingerencję?

Źródło: GSMArena

O autorze

Jakub Kárník

Jakub je znám svou nekonečnou zvědavostí a vášní pro nejnovější technologie. Jeho láska k mobilním telefonům začala s iPhonem 3G, ale dnes se spoléhá na… Więcej o autorze

Jakub Kárník
Sdílejte: