Vivo X300 Pro recenzja: świetny smartfon fotograficzny i flagowiec z prawdziwego zdarzenia

  • Vivo X300 Pro ponownie celuje w zapalonych mobilnych fotografów
  • Nowość nie stanowi rewolucji międzygeneracyjnej, lecz raczej łagodną ewolucję w kilku kierunkach
  • Jak nowość sprawdza się w praktyce i gdzie nastąpiło pogorszenie w porównaniu do poprzednika?

Sdílejte:
Vašek Švec
Vašek Švec
3. 2. 2026 10:00
Vivo X300 Pro recenze

Modele TOP firmy Vivo w ostatnich latach ugruntowały swoją pozycję jako jedne z najlepszych smartfonów fotograficznych na naszym rynku i tym razem nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nowe Vivo X300 Pro ponownie szczyci się potężnym zestawem aparatów, najwyższą wydajnością, a w ramach globalnej premiery także po raz pierwszy nakładką OriginOS. Niestety, doczekaliśmy się również jednego pogorszenia w stosunku do poprzedniego roku, a mianowicie niższej pojemności zastosowanej baterii.

Zawartość opakowania

Vivo tradycyjnie dostarcza swoje modele TOP w eleganckiej czarnej kasecie, i nie inaczej jest w przypadku X300 Pro. Bez zmian pozostała również zawartość opakowania. Oprócz samego telefonu otrzymasz kabel USB-C, kluczyk do wyjmowania karty SIM oraz niezbędną dokumentację papierową. Bonusem jest ponownie etui TPU. Tym razem jest ono nieprzezroczyste, z gładką, matową powierzchnią i w kolorze Twojego telefonu. Jako podstawowe etui jest więc więcej niż wystarczające i zdecydowanie wygląda lepiej niż zeszłoroczne, przezroczyste etui TPU. Niestety, producent nie dołączył już adaptera.

Design w utartych torach

Z punktu widzenia designu i konstrukcji niewiele się zmieniło rok do roku, a właściwie X300 Pro nie różni się znacząco nawet od X100 Pro sprzed dwóch lat. Najbardziej wyrazistym elementem designu pozostaje charakterystyczny, okrągły moduł aparatów, dumnie prezentujący logo Zeiss. W porównaniu do zeszłego roku, przeprojektowano zwłaszcza zewnętrzny metalowy pierścień. Jest on teraz matowy, lekko ścięty u góry i tylko nieznacznie wystaje ponad szkło ochronne aparatów. Dzięki temu znacznie mniej gromadzą się na nim zanieczyszczenia, co było bolączką zarówno Vivo X200 Pro, jak i poprzedniego X100 Pro.

Reszta konstrukcji kontynuuje eliminację zaokrąglonych krawędzi, którą zapoczątkowało już Vivo X200 Pro. Tym razem zarówno szkło ochronne wyświetlacza, jak i tyłu jest całkowicie płaskie. To drugie ma przyjemne w dotyku matowe wykończenie, które dodatkowo nie przyciąga odcisków palców. Matowa, odporna na odciski palców jest również boczna metalowa ramka, która ma nieznacznie zaokrąglone krawędzie, aby nie wbijała się zbytnio w dłonie. Mimo to, ważące 226 g i mierzące 161,2 x 75,5 x 8 mm Vivo X300 Pro nie jest smartfonem „dla delikatnych”. Dzięki węższym ramkom wokół wyświetlacza i prawdopodobnie mniejszej baterii, wymiary nowości są nieco mniejsze niż u poprzednika, przy zachowaniu tej samej wielkości ekranu.

Przycisk zasilania i klawisze głośności mogłyby być dla mojego gustu nieco niżej, w ten sposób muszę nienaturalnie wyciągać kciuk, aby zmienić głośność – a nie mam wcale małych dłoni. Na przeciwległej krawędzi ramki telefonu znajduje się teraz programowalny przycisk. Domyślnie służy on do przełączania trybów dzwonka. Chociaż Apple nie był bynajmniej pierwszym, który wprowadził podobne rozwiązanie, to Vivo nie ukrywa, że inspirowało się właśnie nim. Widać to zwłaszcza w ustawieniach tego przycisku.

To, że producent nie chce grać drugich skrzypiec i zamierza konkurować swoim X300 Pro z najlepszymi, potwierdza również przykładowa jakość wykonania. Wszystko idealnie pasuje, przyciski są solidnie osadzone na swoich miejscach i mają pewny skok, a ogólnie w tym aspekcie nie znajduję powodów do narzekań. I tak, odporność na wodę i kurz z certyfikacją IP68 i IP69 została zachowana.

Wyświetlacz najwyższej klasy

Wyświetlacz nowości pozostaje praktycznie taki sam jak w przypadku X200 Pro – nie żeby to był jakiś problem, ponieważ nadal jest on najwyższej klasy. Wizualnie jedyną zmianą jest brak zaokrąglonych krawędzi we wszystkich kierunkach. Vivo zakończyło „zaokrąglanie” swojego flagowego modelu na rynek globalny i z zakrzywionych bocznych krawędzi, które wykorzystywało kilka poprzednich generacji, poprzez lekkie zaokrąglenie we wszystkich kierunkach, powróciło do całkowicie płaskiego wyświetlacza, za to z minimalnymi ramkami.

Jeśli chodzi o konkretne parametry techniczne, mamy do czynienia z 6,78-calowym panelem AMOLED o rozdzielczości 1,5K, na który naprawdę przyjemnie się patrzy. Maksymalna jasność osiąga tutaj do 4500 nitów lokalnie i 2000 nitów na całej powierzchni. Brakuje tu co prawda zaawansowanej powłoki antyrefleksyjnej, znanej przede wszystkim z flagowych Samsungów, niemniej jednak czytelność w słońcu jest doskonała. Co z kolei nie brakuje, to wsparcie dla formatu Dolby Vision. Pierwszą uwagę miałbym do czasem zawodnego zarządzania jasnością, a przede wszystkim do niepotrzebnie przytłumionej jasności w aplikacji aparatu.

Drugie słowo krytyki musi dotyczyć zmiennej częstotliwości odświeżania. Nie zamierzam jednak krytykować maksymalnych 120 Hz, ale wręcz przeciwnie, minimum, które wynosi 1 Hz, podczas gdy u poprzednika było to zaledwie 0,1 Hz. Dzięki temu wyświetlacz odświeża wyświetlaną zawartość tylko raz na 10 sekund i może pomóc oszczędzać energię, zwłaszcza przy aktywnym Always on Display. O tym, że każda odrobina zaoszczędzonej energii by się tu przydała, powiemy sobie jeszcze kilka akapitów później.

Fenomenalny czytnik linii papilarnych

Co najmniej równie dobry jest również czytnik linii papilarnych. Vivo X300 Pro ponownie otrzymało ultradźwiękowy czytnik umieszczony w optymalnej odległości od dolnej krawędzi. Sam czytnik ma większą powierzchnię, niż jest to pokazane piktogramem na wyświetlaczu, więc nie musisz obawiać się konieczności precyzyjnego przykładania palca – jak to ma miejsce w większości optycznych czytników. Ponadto działa naprawdę bardzo szybko i dokładnie. Wystarczy przyłożyć palec na kilka dziesiątych sekundy, a telefon jest natychmiast odblokowany. Co więcej, nie musisz zbytnio dbać o to, jak mocno przyciśniesz palec, pod jakim kątem czy z której strony go przyłożysz itp. Czytnik po prostu używa się tu prosto i intuicyjnie.

Dźwięk nie zawiedzie, haptyka zachwyci

Głośne głośniki stereo Vivo X300 Pro wykonują solidną pracę. Dźwięk jest co prawda nieco płaski, niemniej jednak wystarczająco głośny i bez wyczuwalnych zniekształceń nawet przy wyższych poziomach głośności. Głośnik na górnej krawędzi tradycyjnie pełni funkcję słuchawki telefonicznej i głośnika, a dla bardziej zrównoważonego brzmienia jest wyposażony również w drugie wyjście w górnej części metalowej ramki.

Świetne jest również haptyczne sprzężenie zwrotne. Nie tylko jest ono wzorowo precyzyjne, co potęguje dobre wrażenie z użytkowania telefonu. Możesz je również dostosować do swoich preferencji. Oprócz samej intensywności wibracji, dostępna jest także regulacja ich stylu. Pierwszy styl to ostre – raczej krótkie i wyraźne wibracje. Drugą opcją są delikatne, nieco dłuższe wibracje.

Za wydajność ponownie odpowiada topowy układ Mediateka

Wewnątrz telefonu znajduje się chipset Mediatek Dimensity 9500, czyli to, co najlepsze, co ten tajwański producent ma obecnie do zaoferowania. Chipset wykorzystuje nowoczesny, 3nm proces TSMC. Procesor korzysta z architektury „All Big Core”. Oznacza to, że nie ma tu małych, lecz tylko duże rdzenie Cortex. Konkretnie mamy tu do czynienia z najnowszymi rdzeniami Cortex C1 w trzech wariantach – 1x Ultra, 3x Premium i 4x Pro. Za wydajność graficzną odpowiada nowy układ ARM G1 Ultra. Na naszym rynku Vivo X300 Pro jest dostępne w jednej wersji z 16 GB pamięci RAM LPDDR5x i 512 GB szybkiej pamięci UFS 4.1.

Nie zaniedbano również łączności nowości. Złącze USB-C jest podłączone do kontrolera USB-3.2, do internetu połączysz się za pomocą dwuzakresowego Wi-Fi 7 lub na przykład eSIM. Jeśli podłączysz odpowiednie słuchawki przez Bluetooth 5.4, możesz cieszyć się wysokiej jakości dźwiękiem dzięki kodekom AptX HD lub LHDC 5. Wreszcie, możesz również polegać na pełnym zestawie usług geolokalizacyjnych, w tym dwuzakresowym GPS.

Vivo X300 Pro benchmarki

Żadna współczesna gra na Androida nie stanowi wyzwania dla Vivo X300 Pro. Mnie interesowały nie tylko wyniki benchmarków, ale przede wszystkim to, jak bardzo telefon będzie się nagrzewał. Aby to sprawdzić, tradycyjnie sięgnąłem po test obciążeniowy benchmarku 3DMark Wild Life Extreme, który dobrze symuluje wysokie, ciągłe obciążenie podczas grania. A wynik? Cóż, szczerze mówiąc, trochę mnie rozczarował. Już po trzecim powtórzeniu sceny testowej powierzchnia telefonu była nieprzyjemnie ciepła, wręcz gorąca. Odpowiadały temu również wyniki poszczególnych testów, gdzie wydajność gwałtownie spadała od samego początku, a już po trzecim powtórzeniu wyniki oscylowały wokół jednej trzeciej maksymalnej wydajności i tam pozostały do końca testu. A ogólna stabilność? Tylko 29,4%. Nie jest więc zaskoczeniem, że telefon potrafi się wyraźnie nagrzać jak lř

  • AnTuTu: 3 409 961 punktów
  • GeekBench 6 Single core: 3 296 punktów
  • GeekBench 6 Multi core: 9 995 punktów
  • 3DMark Wild Life Extreme: 6 819 punktów

Bateria jako niezrozumiałe ustępstwo

Vivo X300 Pro ponownie wyposażono w baterię krzemowo-węglową (Si/C), jednakże ponieważ jest ona jednoogniwowa, osiąga maksymalną dopuszczalną pojemność 5440 mAh. Aby to nieco wyjaśnić, zgodnie z globalnymi normami ogniwa o pojemności powyżej 20 Wh są uważane za towary niebezpieczne. Przewoźnicy w UE muszą przestrzegać bardziej rygorystycznych przepisów dotyczących transportu takich towarów, co oczywiście podraża nie tylko logistykę, ale także końcową cenę urządzenia. W przypadku testowanego X300 Pro bateria ma 19,75 Wh, czyli jest bardzo blisko maksymalnej dopuszczalnej granicy. Sytuacja ta ma oczywiście swoje rozwiązanie. Vivo mogło – podobnie jak wielu innych producentów – zastosować dwuogniwową baterię i w ten sposób zmieścić się we wszystkich limitach, dostarczając globalnym klientom smartfon z ponadstandardową pojemnością baterii.

Niestety, producent nie zdecydował się na ten krok, więc mamy tu pierwsze, a właściwie jedyne, duże ustępstwo w stosunku do poprzednika. Nie tylko Vivo X300 Pro ma stosunkowo mniejszą baterię, ale jego sprzęt jest również nieco bardziej energochłonny, a optymalizacja gorsza. Ostatecznie, zazwyczaj spotykałem się z czasem pracy na baterii nieco ponad 6 godzin aktywnego użytkowania z włączonym Always on Display. Chyba nie trzeba dodawać, że w dniach, kiedy więcej korzystałem z aparatu, o tych 6 godzinach mogłem tylko pomarzyć. A w trakcie testowania otrzymałem jeszcze około 2 lub 3 aktualizacje, które poprawiły żywotność baterii, w przeciwnym razie zazwyczaj poruszałbym się w okolicach 5 godzin na jednym ładowaniu.

Biorąc pod uwagę słabszą żywotność baterii, przydałoby się solidne szybkie ładowanie. Aby wykorzystać pełne 90 W, które telefon obsługuje, potrzebujesz jednak odpowiedniej ładowarki. A przez odpowiednią rozumiem adapter obsługujący zastrzeżony standard Flash Charge (odpowiednio Super VOOC), który wykorzystują smartfony Vivo, OnePlus, Oppo i Realme. Oryginalny adapter 90 W Vivo wycenia na około 599 CZK. Za pomocą ładowarki z obsługą USB-PD 3+ naładujesz telefon mocą 55 W. Z oryginalną ładowarką naładowałem telefon od 15 do 100% średnio w pół godziny. Ładowanie bezprzewodowe ponownie wymaga oryginalnych akcesoriów i obsługuje moc do 40 W.

Żegnaj Funtouch, witaj OriginOS

Wreszcie, Vivo zdecydowało się pozbyć swojej globalnej nakładki Funtouch i zamiast niej wprowadzić również dla nas nakładkę OriginOS, która do tej pory była ekskluzywna dla rodzimych Chin. Chociaż i tym razem nie otrzymamy całkowicie identycznej wersji nakładki, to i tak jest to znaczący krok naprzód. Mimo to, dla mnie ta zmiana ma nieco słodko-gorzki posmak. OriginOS 6 bowiem niesie ze sobą szereg elementów uderzająco przypominających design Liquid Glass znany z iOS 26. Pewien stopień inspiracji systemem Apple był co prawda obecny u większości chińskich marek chyba zawsze, ale tutaj jest to już trochę zbyt oczywiste. Czysto z osobistego punktu widzenia, nie znalazłem upodobania w tym designie nawet w przypadku oryginału – a trzeba dodać, że używam iPhone’a równolegle ze smartfonami z Androidem już od około 5 lat.

Żeby nie tylko krytykować, OriginOS 6 wykorzystuje szklany design w znacznie mniejszym stopniu niż iOS 26 i trzeba dodać, że w rezultacie to mu raczej pomaga. Nie powstaje tu tyle niejasnych sytuacji, a wizualnie OriginOS 6 po prostu prezentuje się nieco lepiej. Chociaż Vivo zdecydowanie jeszcze nie dorównuje najlepszym w tej kategorii, to w porównaniu do poprzedniego Funtouch nastąpił również duży postęp w animacjach – zarówno pod względem ilości, jak i jakości. W połączeniu z przeprojektowanym interfejsem, system flagowego Vivo wreszcie działa płynniej i nowocześniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Postęp nastąpił również pod względem funkcji. I tutaj, choć w przypadku niektórych nowości Vivo inspirowało się Apple’em, to na przykład w przypadku Origin Island (jakże kreatywna nazwa, prawda?) wykazało się własną inwencją. Wystarczy przeciągnąć zaznaczony tekst, link lub obrazek do wybranej aplikacji wyświetlanej w obszarze wokół wycięcia na aparat do selfie. Dana aplikacja otworzy się w oknie z wklejoną zawartością, dzięki czemu można łatwo tworzyć notatki, posty w mediach społecznościowych lub udostępniać daną zawartość za pośrednictwem aplikacji komunikacyjnych. Vivo stara się zintegrować z tym rozwiązaniem również różne aplikacje, takie jak mapy, które wyświetlają kolejne zakręty lub czas trwania podróży. Integracja aplikacji stron trzecich jednak nieco kuleje i zasadniczo ogranicza się do uniwersalnego sterowania mediami.

Poprawiły się również możliwości personalizacji. Na przykład ekran blokady oferuje teraz więcej opcji – choć do HyperOS od Xiaomi OriginOS wciąż daleko. Możesz bawić się rozmiarem folderów, od klasycznych ikon, przez klasyczne duże foldery, aż po poziome lub pionowe paski. Lepiej wygląda również obszar szybkich przełączników i powiadomień. Układ jest co prawda – z wyjątkiem nowo wprowadzonego suwaka głośności – taki sam, ale ikony zostały przeprojektowane i lepiej pasują do ogólnego designu nakładki. Na koniec nie mogę zapomnieć pochwalić również obietnicy 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego i aż 7 lat aktualizacji zabezpieczeń.

Aparaty ponownie na szczycie

Flagowe modele marki Vivo w ostatnich latach ugruntowały swoją pozycję jako najlepiej fotografujące smartfony na naszym rynku, więc logiczne jest, że oczekiwania wobec Vivo X300 Pro są niemałe. Chociaż sprzęt aparatów nie zmienił się znacząco między generacjami, nadal jest imponujący. Praktycznie jedyną zmianą na tylnej obudowie jest sensor głównego aparatu. Zamiast sensora Sony LYT-818, mamy tu nową generację tego sensora – Sony LYT-828. Nowy sensor ma co prawda taką samą rozdzielczość i rozmiar, ale producent obiecuje lepszy zakres dynamiczny i mniej szumów.

  • Główny aparat 50 MP, f/1,6, 1/1,28″, rozmiar piksela 1,22 µm, OIS, PDAF, Laser AF
  • Aparat portretowy 200 MP z 3,5-krotnym zoomem optycznym, f/2,7, 1/2″, rozmiar piksela 0,56 µm, OIS, PDAF
  • Ultraszerokokątny aparat 50 MP, f/2,0, 1/2.76″, rozmiar piksela 0.64µm, kąt widzenia 119°, PDAF

Zachowana została również współpraca z renomowaną firmą Zeiss. Dostarcza ona obiektywy wraz z powłoką ochronną szkła Zeiss T*, której zadaniem jest redukcja niepożądanych odblasków – na przykład od oświetlenia ulicznego podczas robienia zdjęć nocą. Oprócz tego, oczywiście, nie brakuje również szeregu kalibracji kolorów Zeiss, uzupełniających tryby żywy, teksturowany i czarno-biały. Wreszcie, dostępne są również tryby symulujące słynne obiektywy portretowe Zeiss, oferujące unikalny wygląd efektu bokeh.

Główny aparat

Jakość zdjęć z głównego aparatu Vivo X300 Pro nadal należy do najlepszych na rynku. Zdjęcia mają doskonały zakres dynamiczny, a co to w ogóle jest szum, z tym aparatem zapomnisz bardzo szybko. Zdjęcia są niesamowicie szczegółowe, jednak miejscami Vivo przesadza z wyostrzaniem, co często widać po powiększeniu zdjęcia. W porównaniu do poprzedniego Vivo X200 Pro zauważam również zmiany w kalibracji kolorów zdjęć.

Vivo we wszystkich trybach zwiększyło kontrast, a telefon bardzo chętnie korzysta z HDR, które w niektórych sytuacjach potrafi być nieco bardziej agresywne, niż bym sobie życzył. W rezultacie zdjęcia są bardziej nasycone, miejscami nieco ciemniejsze, niż bym sobie życzył. W efekcie nawet w trybie Zeiss zdjęcia tracą swój typowy charakter, w zamian za to nieco skłaniają się ku prostemu efektowi wizualnemu, który jednak ostatecznie prawdopodobnie przyciągnie więcej użytkowników. Chociaż zdjęcia wyglądają nieco bardziej sztucznie, niezaprzeczalnym faktem pozostaje, że ich jakość techniczna jest nadal na bardzo wysokim poziomie.

A jakość prezentuje również w nocy, kiedy zdjęcia z Vivo X300 Pro są fenomenalne. Ogólnie wyższy kontrast pomógł tutaj, a dzięki niemu nocne niebo jest naprawdę ciemne, a nie jasnoniebieskie, jak w przypadku wielu innych smartfonów. Podobnie cienie i separacja oświetlonych i nieoświetlonych części są doskonałe. Wreszcie, dzięki wspomnianej powłoce antyrefleksyjnej Zeiss T*, aparat dobrze tłumi niepożądane odblaski i światła boczne.

Aparat peryskopowy

Do głównych gwiazd wyposażenia fotograficznego Vivo X300 Pro bez wątpienia należy również aparat peryskopowy 200 MP z 3,5-krotnym zoomem optycznym. I słusznie. Zdjęcia wykonane z użyciem zoomu optycznego są jednym słowem najwyższej klasy. Niezależnie od tego, czy mówimy o tłumieniu szumów, zakresie dynamicznym czy ilości szczegółów. Na nic nie mogę narzekać. Tak, nadal jest tu bardziej sztuczna kalibracja kolorów, ale jak już wspomnieliśmy w poprzednich akapitach, wierzę, że i ona przyciągnie więcej ludzi niż realistyczne odwzorowanie.

Aparat jest oczywiście użyteczny również daleko poza 3,5-krotnym zoomem. Z wykorzystaniem zoomu cyfrowego w większości sytuacji potrafi wykonać solidne zdjęcie aż do 10-krotnego powiększenia. Im dalej idziesz, tym bardziej zależy to od warunków. Przy większym powiększeniu coraz bardziej uwidacznia się jednak agresywne wyostrzanie AI. Niektóre zdjęcia dzięki niemu wyglądają po prostu sztucznie, ale w skrajnych przypadkach można przyłapać aparat na tym, że po prostu zmyśla.

Najbardziej widoczne jest to w przypadku tekstu, gdzie przy większym powiększeniu AI próbuje rozszyfrować, co znajduje się na danym zdjęciu, a następnie je wyczyścić i wydobyć szczegóły. W rezultacie jednak często spotkasz się raczej z czymś, co przypomina jakiś dawno wymarły alfabet. Na szczęście stopień tej inteligentnej asysty przy dużym zoomie można ustawić w dwóch stopniach, ewentualnie całkowicie wyłączyć – za to Vivo zasługuje na pochwałę.

Gdzie dalej aparat peryskopowy Vivo X300 Pro celuje, to portrety. Separacja osób od tła, efekty bokeh Zeiss oraz odcienie skóry, wszystko jest po prostu doskonałe. Podobnie zdjęcia makro są tradycyjnie świetne, nawet przy dużym powiększeniu pozostają ostre i szczegółowe. Tak samo jak w przypadku głównego aparatu, muszę tu również podkreślić jakość zdjęć nocnych. Doskonale działające tłumienie odblasków, wierne oddanie nocy oraz sposób, w jaki renderowane są oświetlone obiekty, po prostu mnie zachwyca.

Aparat ultraszerokokątny

Jeśli któryś z aparatów Vivo X300 Pro ciągnie za krótszy koniec, to bez wątpienia jest nim ten z kątem widzenia 119°. Sprzęt nie zmienił się od dwóch generacji i nawet wtedy swoimi parametrami nie deptał konkurencji. Ogólnie rzecz biorąc, wyjście z aparatu ultraszerokokątnego jest dobrej jakości, ale po prostu nie osiąga takich topowych jakości jak w przypadku dwóch pierwszych wspomnianych aparatów. Najbardziej widoczne jest to w nocy, kiedy zdjęcia nadal oferują dobrą pracę z podświetleniem, ale szczegóły i ogólna ostrość znacznie cierpią, a pojawiają się również wyraźne artefakty powstałe w wyniku próby tłumienia szumów.

Odwzorowanie kolorów w większości przypadków jest takie samo jak w pozostałych aparatach. Mimo to, czasami, zwłaszcza w gorszych warunkach, aparat ultraszerokokątny potrafi zrobić ciemniejsze zdjęcie, niż bym sobie życzył. Mimo to, aparat ultraszerokokątny potrafi również miło zaskoczyć. Zwłaszcza poziom szczegółów, poza zdjęciami nocnymi, jest dla tego typu aparatu doskonały. Zakres dynamiczny jest świetny, a korekcja efektu rybiego oka również działa bardzo dobrze. Kiedy się nad tym zastanowię, biorąc pod uwagę jego parametry, aparat ultraszerokokątny w Vivo X300 Pro radzi sobie lepiej, niż się spodziewałem.

Wideo

Vivo X300 Pro jest naprawdę dobrze wyposażone do nagrywania wideo. Do wyboru masz wiele kombinacji rozdzielczości i liczby klatek na sekundę. Wideo 4K możesz nagrywać przy 30, 60 lub nawet 120 klatkach na sekundę, a także nie brakuje wsparcia dla wideo 8K przy 30 fps – zakładając, że będziesz miał dla niego konkretne zastosowanie. Ja preferowałem nagrywanie wideo 4K/60fps, które wygląda świetnie. Na koniec nie mogę zapomnieć o wsparciu dla formatu HDR Dolby Vision. W trybie Pro możesz nawet nagrywać wideo w formacie Log do późniejszej edycji.

Stabilizacja już w trybie domyślnym wykonuje świetną pracę, ale jeśli chciałbyś nagrywać coś w ruchu, polecam włączyć tryb „Ultra stabilizacji”. W nim telefon wspomaga optyczną stabilizację dodatkowo wycinkiem z głównego aparatu. Wynikowe wideo ma obniżoną rozdzielczość do (nadal akceptowalnych) 2,8K, jednak liczba klatek na sekundę jest zachowana na poziomie 60 fps. Muszę również pochwalić przejścia między ostrymi obiektami, które są szybkie, płynne i ogólnie wyglądają bardzo naturalnie. Właściwie jedyna rzecz, którą bym zarzucił wideo, jest taka sama jak w przypadku zdjęć – czasem zbyt agresywnie wyostrzone detale.

Cena Vivo X300 Pro

Oficjalna cena detaliczna Vivo X300 Pro została ustalona na 34 990 CZK z VAT, na szczęście jednak Vivo dość regularnie dostarcza nam ciekawe promocje, a jedna z nich trwa również w momencie pisania tego artykułu. W ramach tej promocji aktualna cena Vivo X300 Pro wynosi 31 990 CZK z VAT, a dodatkowo u wybranych sprzedawców otrzymasz zestaw fotograficzny zawierający tylną obudowę, uchwyt fotograficzny z wbudowaną baterią, telekonwerter i inne akcesoria o łącznej wartości 4 999 CZK. Ponadto, ta promocja naprawia brak zasilacza w zestawie, a do telefonu otrzymasz również oryginalny adapter 90 W. Miłym bonusem, niezwiązanym z tą promocją, jest również trzyletnia gwarancja na telefon.

Podsumowanie recenzji Vivo X300 Pro

Vivo rok po roku udowadnia, że po prostu należy do producentów topowych smartfonów, a najnowszy X300 Pro jest tego dowodem. Wysokiej jakości i wytrzymała konstrukcja, wyświetlacz najwyższej klasy, wysoka wydajność – to atrybuty, którymi powinien dysponować każdy flagowy model. Vivo X300 Pro dodaje do tego zestaw jednych z najlepszych – jeśli nie w ogóle najlepszych – aparatów na rynku. Wreszcie doczekaliśmy się również pojawienia się nakładki OriginOS, która jest znaczącym krokiem naprzód.

Jednak i tutaj nie wszystko jest idealne. Osobiście żałuję odejścia od charakterystycznego odwzorowania kolorów zdjęć i miejscami zbyt agresywnego wyostrzania. Dużą wadą jest mniejsza bateria na naszym rynku, która w połączeniu z niezbyt energooszczędnym sprzętem po prostu nie potrafi zdziałać cudów. Potencjalnego nabywcę może również odstraszyć rosnąca z roku na rok cena, na szczęście Vivo nie skąpi na promocje, więc telefon można obecnie kupić w promocji i z przyjemnymi bonusami.

Klady

  • špičková sestava fotoaparátů
  • OriginOS 6 je citelný krok kupředu
  • kvalitní zpracování s IP68 a IP69
  • vynikající ultrazvuková čtečka otisků prstů
  • vysoký výkon
  • kvalitní displej
  • slíbená dlouhá sw podpora
  • Wady

    • horší výdrž baterie
    • vysoké zahřívání v zátěži
    • stále se zvyšující cena
    • místy agresivní AI doostřování

    Ocena redakcji: 87 / 100

    Czy nowe Vivo X300 Pro Cię zainteresowało?

    Za udostępnienie dziękujemy firmie Vivo.

    O autorze

    Vašek Švec

    Vaška prakticky od dětství zajímaly nové technologie, ať už se jednalo o telefony, počítače či třeba auta. V době, kdy většina jeho kapesného padla na… Więcej o autorze

    Vašek Švec
    Sdílejte: